Reklama
  • Czwartek, 22 stycznia 2015 (13:00)

    Magda Gessler. Wielkie miłości zabrała jej śmierć

Pod koniec roku wspomina dwóch mężczyzn swojego życia. Pierwszą miłość poznaną przed sylwestrem. I pierwszego męża, z którym spędziła magiczne święta.

Reklama

Miała 16 lat, gdy poznany w Zakopanem chłopak zaprosił ją na sylwestra. Był studentem Politechniki Warszawskiej i od razu zauroczył... jej mamę. Jej był na początku obojętny. Nie pomagały kwiaty, jego częste odwiedziny w ich warszawskim domu.

– Nigdy później wobec nikogo nie byłam tak okrutna. Kiedy wychodziliśmy razem, musiał iść trzy kroki za mną, bo wstydziłam się tego, że jest taki brzydki – zdradza Magda Gessler (61)w książce „Autobiografia apetyczna”. Gdy zachorowała na grypę, Janek codziennie do niej przychodził, czytał jej książki, grał ballady Okudżawy. Zakochała się...

Gdy zaprosił ją do Zakopanego, szalała ze szczęścia. Czekała spakowana pod drzwiami, gdy zadzwonił telefon. To była jego mama. Okazało się, że ukochany zatruł się tlenkiem węgla i zasnął na zawsze. – Po śmierci Janka już zawsze towarzyszył mi strach o to, że stracę tych, których najbardziej kocham – wyznaje.

Publicznie ogłosiła, że będzie jej

Czy myślała o tym, gdy kilka lat później poznała Volkharta Müllera? Była już wtedy studentką Akademii Sztuk Pięknych w Madrycie, gdzie zamieszkała, gdy ojciec został w Hiszpanii korespondentem.

Volkhart był znajomym ojca, dziennikarzem „Der Spiegel” i fotografem. Dzieliła ich różnica 12 lat, ale ona od razu wiedziała, że zostanie jej mężem. – Wysoki, ubrany zawsze na czarno. Minimalista. Intelektualnie przewyższał mnie dziesięciokrotnie. Imponował mi – mówi.

Gdy potrzebowała zdjęć swoich cukierniczych prac, poprosiła, by je sfotografował. W podziękowaniu zaprosiła go do francuskiej restauracji, w której była menadżerką. – Przyszłam w sukience amarantowej, na jedno ramię. Byłam opalona, nieumalowana, szczupła. Zaczerwienił się, a ja zrozumiałam: stało się – opowiada.

Na kolacji z udziałem rodziny królewskiej ogłosiła gościom: „Volkhart tej nocy będzie mój”. Zapadła cisza, a wtedy on odparł: „Jestem twój”. – Nasza pierwsza noc była piękna, ale to, co rano, jeszcze piękniejsze. Wstał o świcie, przygotował mi kąpiel, zaparzył herbatę i zrobił śniadanie – wspomina.

Zamieszkali razem. W pierwsze święta Bożego Narodzenia rozpalili w kominku i nakryli na podłodze. Było skromnie, tak jak on lubił: sałatka jarzynowa, śledzie, barszcz grzybowy i makowiec. Gdy podczas spaceru zdradziła mu, że jest w ciąży, z radości zaniósł ją na rękach do domu. A trzy miesiące później zabrał ją do arabskiej groty w okolicach Madrytu.

Planował przygotować tam dla niej kolację i poprosić ją o rękę. Ale nim usiedli do jedzenia, Magda źle się poczuła. W szpitalu okazało się, że ma świnkę. Oświadczyny i tak się odbyły. Na ich cywilny ślub, który odbył się dwa miesiące później, Magda własnoręcznie namalowała zaproszenia z ich podobizna mi. Wkrótce urodził się Tadeusz. Byli tacy szczęśliwi.

Do czasu... – Volkhart był świadkiem napadu na bank w Barcelonie i dostał krwotoku. Byłam przerażona, myślałam, że został ranny. W szpitalu okazało się, że to czerniak złośliwy. Zaatakował już węzły chłonne. Lekarze nie dawali nam dużej nadziei – wspomina. Starali się jednak żyć normalnie. Gdy Tadek miał półtora roku, Magda znów była przy nadziei. Czekali na tę iskierkę radości.

– Urodziłam dziecko w szóstym miesiącu. To była dziewczynka. Wielka rozpacz. Myślę, że to wtedy choroba Volkharta zaczęła się pogłębiać. Przez zbyt duży wstrząs. Nigdy nie pogodził się z tą śmiercią – przyznaje. Ponieważ mąż Magdy był bardzo religijny, sześć lat po pierwszym ślubie wzięli drugi, w kościele protestanckim w Niemczech. Volkhart urządził jej wtedy karczemną awanturę. Poszło o to, że kupiła dwie sukienki ślubne, do kościoła i na wesele.

– Był patologicznie oszczędny. Gdy mówiłam mu, że chcę sobie kupić bluzkę, odpowiadał: „Po co. Przecież jedną już masz”. Kiedy stanął przed koniecznością zakupu nowego samochodu, zrobił to, ale był tak zażenowany, że odkleił znaczek audi – zdradza. Podczas samej ceremonii jej teściowa Anna-Maria grała na organach. To jedno z niewielu radosnych wspomnień z tamtego dnia. Volkhart był już wtedy bardzo chory. Miał przerzuty do płuc. Magda większość czasu spędzała w szpitalu, synem zajmowała się teściowa.

– Staraliśmy się nie angażować Tadeusza w temat choroby. Trochę go odsunęliśmy, żeby to wszystko było dla niego mniej bolesne – tłumaczy. Ani razu nie rozmawiała z mężem o jego chorobie. Odszedł w wieku 44 lat. W dniu jej 33 urodzin.

Syn szukał dla niej męża

Po jego śmierci wróciła do Madrytu, a potem do Warszawy. Rzuciła się w wir pracy. Spotykała się z mężczyznami, ale miłość nie przychodziła jej już tak łatwo. – Uodporniłam się na takie uczucia. Razem z Volkhartem umarła również jakaś część mnie – mówi. Nie zapomni, jak synek zaczepił pew nego robotnika.

– Moja mama straciła męża, a bardzo by nam się ktoś przydał. Pan umie naprawiać dach, może byłby pan dobrym mężem dla mamy – powiedział do niego. Odpowiednim kandydatem okazał się dopiero Piotr Gessler. Kolejną Wigilię spędziła już z nim.

– Gotowaliśmy nieprzerwanie przez cztery dni. Razem. Choć to mało wigilijny akcent, Piotr zrobił cudowne lody – mówi. Poczuła się prawie tak jak podczas tej skromnej Wigilii przy kominku z Volkhartem.

Z. Król

Była kochliwa

Nim poznała męża, ojciec kilka razy musiał ingerować w jej wybory uczuciowe. Jeszcze nim wyjechała do Madrytu, zaręczyła się z sąsiadem. Było już po zapowiedziach, krawcowa szyła suknię...

Wtedy Mirosław Ikonowicz, niezadowolony z wyboru córki, zaprosił do domu syna znajomej, Jacka: naukowca, muzyka, starszego od Magdy o 10 lat. Zauroczona nim dziewczyna ślub odwołała.

Już w Hiszpanii poznała Rodolfo, kolegę ze szkoły artystycznej. – Antonio Banderas mógłby mu pastować buty – śmieje się. Ojciec nie był jednak zachwycony i tym wybrankiem. Był biedny, na życie zarabiał handlując prezerwatywami i rysunkami erotycznymi. Ojciec zabrał więc córkę do Warszawy, gdzie spotkała dawną sympatię i zakończyła romans z Hiszpanem.

Na żywo

Zobacz również

  • Wraca konflikt sprzed kilku miesięcy. Dorota Wellman (55) w książce „Jak zostać zwierzem telewizyjnym?” wyjawiła, że Magda Gessler w programie „DDTVN” udaje, że gotuje. – Od dawna nie... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.