Reklama
  • Piątek, 29 sierpnia 2014 (10:05)

    Magda Gessler chciałaby być babcią

Marzy o domu pełnym dzieci. Zapewnia, że prywatnie jest cichą i uległą kobietą. Przekonuje też, że namiętność po 50. jest lepsza niż po 30.

Reklama

Długo pani dzisiaj spała?

Trzy godziny, wróciłam do domu o piątej rano.

Podobno to dla pani norma.

Tak. Od rana do nocy, bez przerwy jestem w pracy.

A czas na odpoczynek?

Nie mam go nigdy. No, może jak lecę do męża, do Kanady.

Żyje pani na dwa domy.

Tak, i nie przeszkadza mi to. Mamy piękny dom tutaj i drugi w Kanadzie.

W każdym jest pani inną panią domu?

W obu jestem bardzo spokojną i ciepłą kobietą. Mało tego – cichą i podporządkowaną mężczyźnie! Nie rzucam talerzami, tylko je podaję. Gotuję i czekam na męża.

Kiedy ostatnio rozmawiałyśmy, planowała pani autobiografię. Teraz podobno powstaje o pani film!

To jakiś żart. Dowcip, który żyje własnym życiem. Ale to nawet zabawne.

To prawda, że pani kręci włosy pięć godzin?

Błagam... Wyobraźnia ludzka nie ma granic. Nie wiem, po co ludzie wymyślają takie bzdury. Dziś z moimi dziewczynami od makijażu i fryzur szykowałam się do wyjścia przez niecałą godzinę. Moje życie jest zbyt szybkie, żeby zabierać z niego codziennie pięć godzin na fryzurę...

Ale podobno ma pani swoje rytuały piękna?

Piję rano ciepłą wodę. Po rosyjsku. To syci i czyści organizm – bardzo polecam. Na śniadanie jem tylko biały ser i pomidor. Nic więcej. Na spa nie mam, niestety, czasu.

Nie ma pani ochoty zrobić sobie wolnego?

Nie mam takiej możliwości. Ciągle zresztą dokładam sobie zadań. Ekipa „Kuchennych rewolucji” często dziwi się, skąd we mnie tyle energii.

To niech mi pani zdradzi, skąd.

Z kosmosu. Wydaje mi się, że mój zmarły mąż bardzo mi pomaga. Uważam też, że trzeba wierzyć w siebie i lubić ludzi mimo, że robią nam czasem krzywdę.

Wiele osób panią skrzywdziło?

To jest przykre, ale najmocniej dostaję po głowie od tych, którym najbardziej pomogłam. Teraz już wiem, że trzeba mieć do tego dystans i adwokata. Nie myśleć o tym, bo to niezdrowe. To, niestety, bolesny sprawdzian – im bardziej komuś pomagasz, im jesteś lepsza i cieplejsza, tym bardziej dostajesz.

Także od uczestników „Kuchennych rewolucji”? Nie. Od nich nigdy. Wciąż ciągnie się za panią sprawa hotelu Dolina Charlotty. Pani skrytykowała jakość usług, a personel twierdzi, że nie chciała pani zapłacić za nocleg.

Nie chcę nic mówić, dopóki nie skończy się proces.

Takie afery to cena sławy?

Być może... Rzadko bywam na salonach, nie mam na to czasu, zresztą wolę pracować. Szanuję też własny spokój i prywatność.

To po co pani programy, show-biznes?

Żeby pomagać innym. Mam dużą wiedzę, którą chcę się dzielić. Całe życie się uczę. Chcę to oddać, przekazać dalej. Dlatego to robię.

Jest pani dobrą bizneswoman?

Jestem artystką. Gdybym była bizneswoman, byłabym dzisiaj milionerką.

Ile ma pani teraz restauracji?

Cztery: „U Fukiera”, „Słodki... Słony”, „Gar” i „Zielnik”. Coś jeszcze się szykuje, ale nie powiem co.

A zdradzi pani, co nowego w „MasterChefie”?

To będzie niesamowita edycja! Pełna pasji i emocji. Prawdziwa lekcja kuchni – najpiękniejsza, jaką sobie można wyobrazić. W tej edycji panuje fantastyczna energia między jury. Jesteśmy już bardziej zgrani, dogadani. Oczywiście czasem się kłócimy, dlatego nie ma momentu nudy. Są za to kosmiczne zadania, supermiejsca i ekstremalni uczestnicy, którzy mają nieprawdopodobny talent, są zdolni i zaskakujący.

Gordon Ramsay też panią zaskoczył?

Tak, to fantastyczny facet. Powiedział, że nie chce być ze mną w jednym pokoju. Nie wiedziałam, że aż tak „promieniuję” (śmiech).

Może się pani boi, tak jak pani boi się ślubu. Bo choć partnera nazywa pani mężem, ślubu nie było. Dlaczego?

Niech to będzie na razie naszą słodką tajemnicą.

Związek na odległość nie zdaje egzaminu?

Wręcz przeciwnie! Człowiek jest pełen nadziei, te rozstania i powroty są pełne pasji. Ja taki układ uwielbiam! To prawdziwy sprawdzian siły miłości.

Po co pani mężczyzna?

Nie mogłabym żyć bez mężczyzn.

Pani uwodzi czy woli być uwodzona?

Całe życie uwodzę. Oczywiście najpierw ktoś musi mnie uwieść, dopiero potem uwodzić zaczynam ja.

Jak wygląda miłość i namiętność po 50.?

Dużo lepiej niż po 30. Dojrzałość jest cudowna. Ma się dystans, potrafi się dawać i brać. Jest fajnie. Miłość nie ma granic.

Jest pani zazdrosna?

Bardzo, choć staram się nad tym panować. Jestem czujna.

Jak widzi pani siebie za 10 lat?

Chciałabym, żeby było miło. Zawsze marzyłam o dużym domu, w którym są wszystkie dzieci. Bardzo bym chciała móc mieszkać z moimi dziećmi i mężem. Dążymy do tego. Niedawno kupiliśmy dom w Kanadzie.

Jest pani dumna z Lary i Tadeusza?

Bardzo.

Czego pani dla nich pragnie?

Szczęścia. I żeby mieli dzieci. Chciałabym być babcią (śmiech).

Ma pani kompleksy?

Mam potrzebę akceptacji.

Miewa pani stany depresyjne?

Czasem w smutek wprawiają mnie pomówienia.

Zdarza się pani zmyślać na swój temat?

Nie, choć wiem, że nie wszyscy wierzą, że mam tak barwne życie. Królowa Zofia gościła w mojej kuchni, księżniczka Anna też. Przyjaźnię się z wielkimi tego świata. Almodóvar wpadał do mnie do madryckiej ASP, żeby ze mną malować.

Zawsze stawia pani na swoim?

W życiu prywatnym nie, ale w „MasterChefie” rzeczywiście jestem uparta.

Dobrym restauracjom przyznaje pani poziomki. To odpowiedź na gwiazdkI Michelin?

Tak, ale na naszym poziomie. To wyróżnienie, które nie spowoduje, że ludzie będą się wieszać, nie mogąc sprostać wymaganiom.

Była pani w restauracji Wojciecha Amaro?

Znam jego kuchnię z Polskiej Rady Biznesu i nie czuję potrzeby, żeby to doświadczenie powtarzać. Wolę kuchnię bliską sercu, wywołującą wzruszenie i ciepłe emocje. Zresztą świat na szczęście też się opamiętał i w miejsce horrendalnie drogich „pigułek smaku” pojawia się coraz więcej miejsc ciepłych, serdecznych i szczerych. Właśnie dlatego moja kuchnia daje ludziom taką rozkosz, a w życiu przecież o rozkosz chodzi!

Show
Więcej na temat:Magda Gessler | Gessler | magda | Nie | Gordon Ramsay

Zobacz również

  • W karczmie w Bukowinie Tatrzańskiej zrobiła kiedyś „kuchenną rewolucję”. Lokal zaczął lepiej prosperować. Do czasu. Pod nosem właściciela karczmy, dosłownie vis a vis, Magda Gessler (62)... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.