Reklama
  • Środa, 18 stycznia (14:00)

    Jak powstaje program "Kuchenne rewolucje"

Nagranie zajmuje cztery dni plus piąty na powrót – dokładnie tak, jak potem widzimy to na ekranie. W związku z tym praca na planie trwa niemal 24 godziny na dobę. Nic więc dziwnego, że niektórym puszczają nerwy. Ale „Kuchenne rewolucje” to także historie miłosne…

Reklama

Zazwyczaj zaczyna się od łez rozpaczy, potem jest ciężka praca, a na koniec radość ze zmian – mówi nam jeden z reżyserów „Kuchennych rewolucji”, Nikola Mihov.

– Wszystkie emocje, które pokazujemy w programie, są prawdziwe. Nigdy nie mówimy naszym bohaterom: „Teraz płacz”. Właśnie przez te niekontrolowane wybuchy niektórzy mają pretensje do producentów.

– Raz usłyszałem od męża jednej z właścicielek restauracji: „Co pan zrobił mojej żonie?! Ona nigdy tak się nie zachowuje” – opowiada reżyser.

Miłość na planie

Jeśli już jesteśmy przy uczuciach, zdarza się, że na planie rodzi się też… sympatia. Pomiędzy członkami ekipy a uczestnikami show. Kuchenne rewolucje” połączyły kilka par.

– Staramy się nie wchodzić w relacje z bohaterami programu, jednak kilka osób poznało w pracy swoją drugą połówkę. Na „koncie” mamy również kilka małżeństw, które teraz zgodnie wychowują dzieci – cieszy się Nikola Mihov.

Nawet jeśli nie zawiązują się głębsze więzi, naturalne jest, że niektórym uczestnikom filmowcy kibicują bardziej, innym mniej. – Pamiętam restaurację „Namaste India” z Zielonej Góry. Prowadziło ją fantastyczne małżeństwo, ale kompletnie nie radzili sobie z tym, że ich knajpa przynosi same straty. Właścicielka była na skraju załamania nerwowego. Gdy do nich przyjechaliśmy, mieli dzienny utarg na poziomie 100-200 zł. Po rewolucji Magdy potrafili w jeden weekend zarobić nawet 15 tys. zł – wyjaśnia reżyser.

– Widziałem, jak oni wtedy odżyli. Wszyscy cieszyliśmy się ich sukcesem. Piekło w kuchni Niestety, „Kuchenne…” obnażają też najgorsze cechy polskich przedsiębiorców. – Syf i brud, które czasem panują w lokalach, to nic w porównaniu z charakterem ich właścicieli – tłumaczy Nikola Mihov.

– Nie mogę wymieniać nazwisk, ale zdarzają się tak antypatyczne osoby, że aż strach. To przez nich panują chore relacje wśród pracowników. Zamiast uprzejmości jest zajadłość. A czasem wręcz nienawiść. O wysokości płac nie wspominając. Niektórzy naprawdę powinni się wstydzić.

Magda wie wszystko

Choć wielu osobom może wydawać się, że sława gospodyni programu jest przereklamowana, zaręczamy, że jest odwrotnie. To Magda Gessler odpowiada za całą rewolucję. Od wymyślenia profilu działalności firmy, poprzez zmianę jej nazwy, ułożenie menu, aż do nowego wystroju.

Oczywiście na planie pracuje dekorator oraz pracownik techniczny, ale za wizję całości odpowiada ona. Restauratorka spędza także mnóstwo czasu w kuchni, pomagając przyrządzać potrawy. Tu też nie ma nic wyreżyserowanego. Także dialogi, które toczą się między nią a bohaterami show, są spontaniczne. Zwłaszcza, gdy emocje biorą górę…

Kto za to płaci

Krążą legendy na temat kwoty, którą trzeba wyłożyć, by dostać się do „Kuchennych…”. – Wiem, że jeden pan rozpowiada, że musiał zapłacić 100 tys. zł. To nieprawda. Nie pobieramy żadnych opłat. – mówi reżyser. Jak więc wygląda to naprawdę?

– Nowy wystrój lokalu jest prezentem od producentów show. Farby, dodatki czy praca ekipy remontowej finansowana jest z budżetu programu. Zaś za produkty wykorzystane podczas promocyjnej kolacji oraz wszystkie inne rzeczy niezbędne do normalnego funkcjonowania restauracji płaci właściciel.

Monika Ustrzycka

Kurier TV

Zobacz również

  • Lara, córka Magdy Gessler, odważnie wkracza do show-biznesu. Ostatnio pochwaliła się w telewizji swoim tatuażem (na zdj. niżej). – Nóż i widelec są z kompletu rodzinnego (…), a pod nimi jest... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.